Po wielu latach pracy w ogrodzie nauczyłam się jednego: najpiękniejsze rośliny wcale nie muszą być okazałe. Czasem wystarczy niewielki kwiat, który pojawia się bardzo wcześnie, gdy ziemia dopiero budzi się z zimowego snu. Do takich roślin należy bez wątpienia przylaszczka – delikatna, ale niezwykle trwała bylina, która potrafi przez wiele lat rosnąć w tym samym miejscu.



Najczęściej spotykamy w ogrodach przylaszczkę pospolitą (Hepatica nobilis), ale w kolekcjach ogrodniczych pojawiają się też odmiany i gatunki o białych, różowych czy intensywnie niebieskich kwiatach. Ich urok polega właśnie na prostocie – pojedynczy kwiat na krótkiej łodyżce, a pod nim charakterystyczne, trójklapowe liście przypominające kształtem małą wątrobę, od czego zresztą pochodzi łacińska nazwa rośliny.
Przylaszczki są typowymi roślinami runa leśnego. W naturze rosną w lasach liściastych, gdzie wczesną wiosną dociera dużo światła, a latem drzewa dają im przyjemny cień. I dokładnie takich warunków potrzebują w ogrodzie.
Stanowisko – półcień jak w naturalnym lesie.
Najlepsze będzie więc stanowisko: półcieniste lub lekko cieniste, pod drzewami liściastymi lub krzewami osłonięte od silnego, wysuszającego wiatru. Wczesną wiosną, zanim drzewa rozwiną liście, przylaszczki mają dostęp do słońca, co sprzyja kwitnieniu. Latem natomiast cień chroni je przed przegrzewaniem i przesuszeniem gleby.
Gleba – próchniczna i przepuszczalna.
Po latach uprawy mogę powiedzieć jedno: jeśli przylaszczka dobrze poczuje się w glebie, zostanie tam na długie lata. Najlepsze podłoże powinno być: próchniczne, lekko wilgotne, ale przepuszczalne, bogate w rozłożone liście, o odczynie lekko zasadowym lub obojętnym. Idealna jest ziemia przypominająca tę z lasu liściastego – mieszanka ziemi ogrodowej i kompostu liściowego. W bardzo ciężkiej, gliniastej glebie rośliny rosną słabo i mogą gnić zimą.
Woda – umiarkowanie, ale regularnie.
Przylaszczki nie lubią skrajności. Nie tolerują ani przesuszenia, ani stojącej wody. Najlepiej czują się w glebie: stale lekko wilgotnej, dobrze zdrenowanej, przykrytej warstwą ściółki z liści. W ogrodzie praktycznym rozwiązaniem jest pozostawianie jesienią opadłych liści pod drzewami. Tworzą naturalną ściółkę, która zatrzymuje wilgoć i jednocześnie powoli wzbogaca glebę w próchnicę. Podlewanie potrzebne jest głównie w okresach długiej wiosennej suszy. W cienistych miejscach zazwyczaj wystarczają opady.
Przylaszczki w kompozycjach ogrodowych.
Najpiękniej wyglądają tam, gdzie przypominają naturalne runo leśne – w większych grupach. Świetnie komponują się z wczesnymi bylinami, takimi jak: zawilce gajowe, miodunki, brunery, pierwiosnki, ciemierniki. Równie dobrze wyglądają w towarzystwie roślin cebulowych oraz wśród kamieni. W moim ogrodzie od lat rosną razem z: przebiśniegami krokusami botanicznymi, rannikiem zimowym. Taka mieszanka sprawia, że rabata żyje już od lutego aż do kwietnia. Najpierw pojawiają się ranniki i przebiśniegi, chwilę później kwitną krokusy, a kiedy one zaczynają przekwitać, swoje niebieskie gwiazdki otwierają przylaszczki.
Kilka praktycznych wskazówek z wieloletniej uprawy.
Po wielu latach eksperymentowania w ogrodzie wiem, że rośliny te nie lubią zbyt częstego przesadzania. Najlepiej od razu znaleźć dla nich dobre miejsce i pozwolić im spokojnie rosnąć. Po kilku latach przylaszczki potrafią same się rozsiewać, tworząc coraz większe kępy. I właśnie wtedy ogród zaczyna wyglądać tak, jakby rośliny rosły w nim od zawsze. A dla ogrodnika nie ma chyba większej satysfakcji niż moment, gdy wczesną wiosną – jeszcze w chłodnym powietrzu – zobaczy pierwsze niebieskie kwiaty przylaszczek przebijające się przez zeszłoroczne liście.
Moja rada:
Nie przekopuj gleby wokół roślin – mają płytki system korzeniowy.
Ściółkuj liśćmi – to ich naturalne środowisko.





Dodaj odpowiedź do PatrykTarachon.pl Anuluj pisanie odpowiedzi