Lithopsy to żywe kamienie, które nauczyły mnie cierpliwości.
Ponad dziesięć lat z lithopsami nauczyło mnie jednej rzeczy: im mniej się przy nich kombinuję, tym lepiej rosną. Oczywiście, zanim do tego doszłam, udało mi się popełnić chyba większość możliwych błędów. Przelałam, przesuszyłam, nie przesadzałam w odpowiednim momencie, nawoziłam wtedy, kiedy absolutnie nie powinny, a kilka roślin próbowałam wręcz „ratować” z taką gorliwością, że… ratunku już nie potrzebowały.



Moja kolekcja Lithopsów jest niewielka, liczy kilka L. marmorata pink i lolivacea s pofadder oraz kilkanaście niezidentyfikowanych lub źle zidentyfikowanych roślin. To właśnie na nich uczyłam się cierpliwości i pokory. Sporo z nich nie wybaczyło mi błędów w uprawie.
Rodzaj Lithops obejmuje wiele gatunków, w uprawie spotykamy również ogromną liczbę odmian i form.
Lithopsy, nazywane potocznie żywymi kamieniami, należą do rodziny przypołudnikowatych (Aizoaceae). Pochodzą przede wszystkim z suchych obszarów południowej Afryki, gdzie nauczyły się radzić sobie z warunkami, które dla większości naszych roślin doniczkowych byłyby nie do zniesienia.
I właśnie dlatego ich uprawa różni się od uprawy typowych sukulentów.
Podłoże – tutaj zaczyna się sukces.
Jeżeli miałabym wskazać jedną rzecz, od której zależy powodzenie w uprawie lithopsów, byłoby to podłoże.
Musi być bardzo przepuszczalne i mineralne.
Lithopsy nie tolerują długo stojącej wilgoci wokół korzeni. W naturze woda pojawia się okresowo, a podłoże bardzo szybko przesycha.
U mnie sprawdza się gotowa mieszanka, całkowicie mineralna.
Można wykorzystać między innymi: pumeks, żwirek kwarcowy, lawę wulkaniczną, oraz drobny żwir.
Nie należy jednak traktować jednej receptury jak dogmatu. Ważniejsze od dokładnych proporcji jest to, żeby podłoże szybko oddawało nadmiar wody.
Doniczka obowiązkowo musi mieć duży otwór odpływowy.
Podlewanie, czyli najczęstszy powód porażki.
Tutaj początkujący hodowcy najczęściej robią dokładnie to, czego nie powinni.
Patrzą na lithopsa i myślą:
„Wygląda na pomarszczonego, więc trzeba go podlać” – niekoniecznie.
Lithops potrafi wyglądać jak roślina, która umiera, podczas gdy w rzeczywistości przechodzi zupełnie naturalny etap swojego cyklu.
Najważniejsza zasada brzmi:
Nie podlewamy według kalendarza. Podlewamy według cyklu rośliny.
W okresie aktywnego wzrostu podlewam dopiero wtedy, kiedy podłoże jest całkowicie suche, a roślina rzeczywiście sygnalizuje potrzebę wody.
Po podlaniu podłoże powinno szybko wyschnąć.
Znacznie bardziej niebezpieczne od lekkiego przesuszenia jest dla lithopsa ciągłe utrzymywanie wilgoci.
Najważniejszy moment to wymiana liści potocznie nazywana wylinką.
To właśnie tutaj wielu zwłaszcza niedoświadczonych hodowców zaczyna się niepokoić.
Stary lithops zaczyna się marszczyć, a ze środka wychodzą nowe liście.
Wygląda to czasami naprawdę dziwnie.
I właśnie wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość.
Roślina wykorzystuje wodę i substancje zgromadzone w starych liściach, aby zbudować nową parę.
Jeżeli w tym okresie zaczniemy intensywnie podlewać, możemy bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Ja w czasie wymiany liści (wylinki) całkowicie zaprzestaję podlewania.
Kiedy stare liście całkowicie wyschną, cykl zaczyna się od nowa.
Zimowanie lithopsów
W naszym klimacie zima jest jednym z najważniejszych okresów w ich uprawie.
Lithopsy potrzebują wtedy jasnego i raczej chłodnego okresu spoczynku.
Idealnie, jeżeli możemy zapewnić im dużo światła i temperaturę niższą niż typowa temperatura pokojowa, czyli nie wyższą niż około +15/C. a jeszcze lepiej, gdy spadnie do około +3/5 C. Jednocześnie trzeba unikać sytuacji, w której roślina stoi zimą nad gorącym kaloryferem.
Najważniejsze jest jednak połączenie:
Dużo światła + temperatura nie wyższa niż około +15C + zaprzestanie podlewania + bardzo przepuszczalne mineralne podłoże.
Dlatego zaprzestanie podlewania jest tak ważne, ponieważ ciepło przy małej ilości światła i nawet minimalnie wilgotne podłoże może powodować nie tylko wyciąganie się roślin, ale również zwiększa ryzyko problemów z korzeniami.
Zimą przy Lithopsach najlepiej nie robić nic. I to jest chyba najtrudniejsza część całej uprawy.
Nawożenie:
Lithopsy nie są roślinami, które potrzebują regularnego, intensywnego nawożenia. Wręcz przeciwnie. W naturze rosną w bardzo ubogich warunkach, dlatego z nawozem należy postępować ostrożnie.
Jeżeli podłoże jest odpowiednio przygotowane i roślina jest przesadzana co jakiś czas, to można nawozić naprawdę sporadycznie.
Jeżeli już nawożę, robię to w okresie aktywnego wzrostu, tylko raz lub dwa razy w sezonie, bardzo rozcieńczonym nawozem przeznaczonym do kaktusów i innych sukulentów, Lithops ma być zwarty, mocny i proporcjonalny.
Światło:
Lithopsy kochają światło i im więcej, tym lepiej, ale jak wszystkie sukulenty wymagają wiosennego cieniowania.
W mieszkaniu najlepiej sprawdzi się bardzo jasne stanowisko, najlepiej przy południowym lub południowo-zachodnim oknie.
Jednak rośliny trzeba przyzwyczajać do bardzo mocnego słońca stopniowo. Lithopsy, które przez kilka miesięcy stały w półcieniu, po nagłym wystawieniu na ostre słońce mogą zostać poparzone.
Jeśli zapewnimy im odpowiednio dużą dawkę słońca, Lithopsy zakwitną i właśnie wtedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego poświęcił im trochę miejsca na parapecie.
Kwiaty pojawiają się zazwyczaj jesienią. Są zaskakująco duże w stosunku do samej rośliny i najczęściej występują w kolorze białym i żółtym.



Moment, w którym z małego „kamienia” wysuwa się pąk, jest jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń w kolekcjonowaniu lithopsów.
Najczęstsze błędy:
Z mojej obserwacji przez te dziesięć lat ich uprawy lista błędów wygląda mniej więcej tak:
1. Za częste podlewanie.
Najczęstszy błąd i często najszybsza droga do utraty roślin.
2. Zbyt żyzne podłoże.
Lithopsy wymagają ubogiego podłoża, nie tolerują żyznej ziemi.
3. Za mało światła.
Rośliny zaczynają tracić swoją charakterystyczną, zwartą formę.
4. Podlewanie podczas wymiany liści.
W tym okresie najlepszą radą jest pozostawienie roślin w spokoju.
5. Zbyt dużo nawozu.
Więcej nawozu nie oznacza lepszego wzrostu.
6. Brak cierpliwości.
Ten błąd popełniałam najczęściej.
Lithopsy mają swój rytm i nie bardzo przejmują się tym, że właściciel chciałby zobaczyć szybki efekt.
Na koniec w dużym skrócie czego nauczyły mnie lithopsy?
Przede wszystkim tego, że w uprawie nie zawsze więcej znaczy lepiej.
Więcej wody – źle.
Więcej nawozu – źle.
Więcej ingerencji – często źle.
Za to dużo światła, przepuszczalne podłoże, rozsądne podlewanie i znajomość naturalnego cyklu rośliny, to podstawowe wymagania Lithopsów.
Jeśli dostosujemy się do ich niewielkich wymagań i zapewnimy im takie warunki, to możemy przez wiele lat cieszyć się tymi pięknymi roślinami.






Dodaj komentarz